Gra na Gieldzie.pl - Forum gieldowe - gielda,trader,forex,analizy
http://www.granagieldzie.pl/

"Katastrofa"samolotu z Prezydentem RP nad Smolenskiem Tu154M
http://www.granagieldzie.pl/viewtopic.php?f=34&t=297
Strona 101 z 369

Autor:  TADEX [ 09 Sty 2011, 15:20 ]
Temat postu:  Re: Katastrofa samolotu Prezydenta RP pod Smolenskiem / Tu-154M



Cytuj:
Lemingi dostarczają nam jednak codziennej porcji uśmiechu ;)

Otóż, lemingi, wypadałoby się na coś w końcu zdecydować... ;)

Jeśli tak twarde drzewo, jakim bez wątpienia jest brzoza - szczególnie na wysokości 5-6 metrów nad ziemią - tak mocno wpłynęło na trajektorię lotu - to o ileż bardziej wpłynęłoby na nią oranie ziemi do głębokości 3,5m tą silniejszą, pozostałą częścią skrzydła? Samolot walnąłby w ziemię najdalej po 50 metrach. A wy, lemingi, bredzicie jakoby poleciał 10 razy dalej ;-)))

LOL
marjanpazdzioch 2

Cytuj:
Jak tutka o rozpiętości skrzydeł 37m po uderzeniu w brzozę na wys. 5-7m była w stanie zrobić na tej wys. obrót wokół własnej osi i spaść na ziemię dachem? TO JEST KIT dla FRAJERÓW. Daliście sobie wcisnąć KIT. Łyknęliście to jak młode głodne pelikany. Udział donka i bronka w spisku jest oczywisty. Gdyby nie byli w spisku to przecież nie mataczyliby w kwestii tego czy to był lot cywilny czy wosjkowy. Mataczyli bo byli w spisku Bo byli zobowiązani przekazać śledztwo ruskim.
grzchl 2 mies. temu 28
grzchl

Cytuj:
MOTYWY: GRU/WSI oraz BND chciały zabić obu braci, a przy okazji prezesa NBP i IPN. Do Katynia mieli lecieć obaj bracia. Lech był istotnym konkurentem w drodze do prezydentury. Przecież w 2005 też miał kiepskie sondaże, a wygrał. Zabójstwo braci miało zdezintegrować PiS. W ten sposób partia WSI i BND czyli PO przejełaby elektorat i chwyciła z 65-80% rynku politycznego. NBP i IPN to w całej sprawie małe nieistotne szczególiki. IPN zatopiłby Komorowskiego - kwity na jego współpracę z WSI.
grzchl 2 mies. temu 16
grzchl


Cytuj:
wybacz ale jesteś totalnie nierozumny. Przecież brak komendy TAWSa "BANK ANGLE" oznacza tyle, że albo nie było żadnej "beczki" ani uderzenia w drzewo (jedno i drugie wiązałoby się ze specjalnymi komendami TAWSa), albo stenogramy są sfałszowane, albo nagrania są sfałszowane. A tak w ogóle oznacza tyle, że ta ich historyjka o katastrofie się nie klei - nie trzyma się kupy. Myśl samodzielnie, odetnij się od TVNu i PEJSAtu.
stefanekish 3 mies. temu 32
stefanekish

Autor:  Fakty Smoleńsk [ 09 Sty 2011, 20:39 ]
Temat postu:  Re: Katastrofa samolotu Prezydenta RP pod Smolenskiem / Tu-154M

Wasilijem Wasilenką, byłym pilotem wojskowym, instruktorem kosmonautą, absolwentem moskiewskiego Instytutu Górniczego, rozmawia Marta Ziarnik Jak wyglądała Pańska kariera pilota wojskowego? - Urodziłem się w Abchazji, mój ojciec był generałem lotnictwa i dowódcą sztabu obrony powietrznej w strefie obecnej Gruzji, Armenii i na Kaukazie. Postanowiłem pójść w ślady ojca, zostałem zakwalifikowany na szkolenie kosmonautyczne. Moje szkolenie polegało na wykonywaniu olbrzymiej liczby lotów, jak największą liczbą maszyn naddźwiękowych i poddźwiękowych. W czasie szkolenia pilotowałem najpierw mniejsze samoloty treningowe, potem samoloty myśliwskie MiG i Su. Na MiG-25 leciałem z trzykrotną prędkością dźwięku. Pilotowałem także pasażerskie Tu-154, Tu-134, Jak-40, transportowy An-22, odpowiednik amerykańskiego herkulesa. Nie wylatałem jednak dużej liczby godzin. W moim szkoleniu nie chodziło o to, żeby mieć puste godziny w powietrzu, lecz przede wszystkim jak najwięcej krótkich lotów, na jak największej ilości typów - tak szkoli się kosmonautów. Był Pan kiedyś na orbicie? - Niestety, nie. Choć miałem bardzo dobrą, 51. kwalifikację w całym Związku Sowieckim i nic nie stałoby na przeszkodzie do tego, bym mógł polecieć w kosmos, to nie pozwolił na to mój wzrost i atletyczna budowa ciała. Nie mieściłem się w nowej normie programu kosmicznego. Kiedy jest duża grupa równorzędnie bardzo dobrze przeszkolonych pilotów, którzy spełniają najbardziej rygorystyczne wymagania, a nie wszyscy mogą polecieć, o kwalifikacji zaczynają decydować czynniki drugorzędne. Postanowiłem więc kontynuować nowe, już rozpoczęte studia, które odbyłem w cywilnym Instytucie Górniczym w Moskwie. Dotyczyły one technologii ładunków wybuchowych i pirotechniki. Potem trafiłem do wojskowego instytutu, gdzie po raz pierwszy uczestniczyłem w pracach zespołu tworzącego nową broń. To był rok 1972. Jakiego rodzaju była to broń? - Paliwowo-powietrzna, konstruowana na podstawie niemieckich burzących bomb lotniczych, zaprojektowanych w 1944 roku. Mieliśmy projekty tych bomb i chodziło o stworzenie nowej broni, która występowała pod roboczą nazwą broni termobarycznej, a potem została nazwana bronią wolumetryczną. Pracowaliśmy w zespole kilku młodych naukowców - fizyków, pirotechników, elektroników. Kierował nami bardzo doświadczony i zasłużony profesor. Broń, którą tworzyliśmy, nie miała być bombą - nad takimi pracowali np. Amerykanie, a w Związku Sowieckim znacznie silniejsze bomby były już testowane - ale czymś groźniejszym, rakietą. Potem była ona dalej rozwijana. W latach 80. wprowadzono głowice termobaryczne do rakietowych miotaczy ognia Ryś i Trzmiel używanych przez piechotę, do tego doszły znacznie mocniejsze ładunki dla SpecNaz i OsNaz, eksperymentalne głowice do rakiet Kub i Wega, do strącania samolotów bronią termobaryczną i ładunki ręczne w formie nowych głowic do rakiet Strzała. Były próby odpalania broni termobarycznej z myśliwców MiG-31 przeciw bombowcom strategicznym i samolotom rozpoznawczym wroga. Jak tego typu broń działa? - Mogę o tym mówić tylko dlatego, że akta mojego działu odtajniono w 1992 roku i dziś są jawne, dostępne za zezwoleniem również naukowcom cywilnym. Tak więc są różne technologie uzyskania tego samego efektu. My stosowaliśmy rozpylenie w powietrzu i zapalenie chmury paliwa płynnego lub stałego, jeden ładunek może eksplodować i rozpylić chmurę materiału wybuchowego, a drugi zainicjować jego eksplozję, krótko mówiąc: zapalić. Metod jest setki, a efekt jest jeden - chodzi o to, aby uzyskać ekstremalnie małe ciśnienie i ekstremalnie wysoką temperaturę. Na przykład, gdy oddamy strzał do samochodu, dosłownie złoży się on - blachy i szyby zapadną się do środka, i stanie w płomieniach. Nieraz trafiane zwykłym termobarycznym trzmielem wozy pancerne odwracały się gąsienicami do góry. Taka jest siła tego pocisku. Rosjanie dowiedli jej w Czeczenii. Czy taki pocisk jest w stanie zestrzelić cel w powietrzu? - Na naszych pociskach, tych, które mieliśmy, wykonywaliśmy próby strzelań do samolotów bezzałogowych. Wtedy tworzyliśmy pociski na podstawie gotowego rdzenia z silnikiem i silnikiem startowym, który się wypalał od razu po opuszczeniu wyrzutni, i dalej rakieta już była jednoczęściowa z głowicą i silnikiem marszowym na paliwo płynne. Pierwsze były próby strzelań testowych do samolotów La-17, dużych i szybkich, na które nasze pociski naprowadzały się komendami radiowymi. Tę technologię można wykorzystywać do zwalczania celów latających, przede wszystkim na niskiej wysokości. To jest kwestia tylko tego, jak naprowadzić rakietę, czy komendami radiowymi, jak my, czy bez naprowadzania - tylko na kierunek, czy na radar, czy na ciepło. Jeśli na radar, to należy spodziewać się uszkodzeń w przedniej i środkowej części samolotu, przy założeniu, że pocisk wybuchł, powiedzmy, 15 m nad celem, i przy tym założeniu dokonać zwykłych, wizualnych oględzin wraku. W tym wypadku niestety kompletnie bezużyteczna byłaby analiza ciał, ponieważ trudno będzie odróżnić obrażenia pochodzące od ogromnych przeciążeń, a od takich się najczęściej ginie w katastrofach, od obrażeń powstałych w wyniku działań broni wolumetrycznej. Były u nas przeprowadzone analizy na psach, tzw. kukłach, jak to roboczo nazywali w wydziale, który przeprowadzał te próby. Pies poddany działaniu broni wolumetrycznej jest z pozoru nieuszkodzony, wygląda, jakby spał, ale gdy się go dotknie, czuć, że zamiast narządów wewnętrznych ma papkę. Można by się spodziewać, że taki pies będzie miał obrażenia takie, jak po pobycie w komorze niskiego ciśnienia bliskiego próżni. A jednak obrażenia były inne, takie jak przy przeciążeniach, rzędu ponad 100 g czy nawet 500 g. Jaka jest celność tego typu pocisków? - W odległości 2 tys. m powiodła się próba trafienia w cel symulowany o prędkości około 300 km/h. Pocisk wybuchł 1,5 m nad celem symulowanym i trochę przed nim, tak że cel wykonał kilka obrotów wokół własnej osi i spadł pionowo niemalże w dół. La-17 bardzo przypomina szybowiec - to prosty, kanciasty samolot - rura, prostokątne skrzydła i statecznik. Tamtego dnia było wiele innych strzelań, nie tylko naszych, i tysiące metrów kwadratowych poligonu wyłożono brezentem, ale cel spadł w innym miejscu, tam nie było brezentu, trudno było znaleźć wszystkie jego części. A potem orzec jasno (a to było dla nas kluczowe), które z części były zniszczone pociskiem, a które uderzeniem w teren. Nas przecież interesowała nie sprawność rakiety, lecz samej głowicy. Może Pan opisać miejsce zdarzenia? - Wszędzie mnóstwo małych, zielonych porozrywanych części, bo ten samolot był właśnie zielony, po to, by na tle ziemi nie widziały go amerykańskie satelity. Szczątków było wiele. Zbierali je żołnierze z zabezpieczenia, ale to ja osobiście znalazłem statecznik, skrzydła także były w kilku dużych kawałkach. Potem dokonaliśmy modyfikacji ładunku zapalającego i zamówiliśmy nowy silnik marszowy. Nowa rakieta była testowana w strzelaniach do bardzo nowoczesnych tupolewów: Tu-141 i Tu-123, do których wcześniej nie było dostępu, ale tych prób już nie widziałem, bo przeszedłem do innego wydziału, gdzie zajmowałem się minami miotanymi, a później torpedami rakietowymi odpalanymi ze śmigłowców z wałem Kamowa, czyli śmigłowców, które nie mają z tyłu dodatkowego śmigła. Obecnie jednak, prowadząc firmę, mam nadzieję na wdrożenie ładunków termobarycznych w górnictwie i robotach rozbiórkowych. Za kilka lat cywilne zastosowanie tej technologii będzie możliwe np. jako ładunku wspierającego w robotach rozbiórkowych. Kiedy ładunki główne w filarach konstrukcji eksplodują w środku, wybucha bomba paliwowo-powietrzna i wytwarza podciśnienie. Dzięki niewielkim ładunkom budynek złoży się jak domek z kart, i to do środka. To bardzo ekonomiczna metoda. Na podobnej zasadzie działają obecnie lotnicze bomby burzące. Jakie badania należałoby wykonać, aby wykluczyć, że 10 kwietnia doszło do zamachu terrorystycznego? - Należy spytać świadków, czy czuli zapach nafty i czy tylko w tej części samolotu, która była zniszczona, samoloty nie wykazują tendencji do zapalania się w wyniku tej broni, w przeciwieństwie do czołgów. Coś, co może być charakterystyczne, to niewielkie zniszczenia ciał i to, że ciała mogły być nagie, podciśnienie zrywa ubrania, ale słabo je uszkadza. Poza tym drobiazgowa analiza wraku. I mówię szczerze, że badania sekcyjne nie wykażą nic, bo lekarz przygotowany na to, że zobaczy ofiarę katastrofy, dostrzeże uszkodzenia narządów wewnętrznych charakterystyczne dla przeciążeń i nie będzie się zastanawiał, czy były tak duże, czy nie. Dziękuję za rozmowę. http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=sw05.txt
JOKITA 0 1692 | 09.01.2011 19:50

Autor:  ciszu2 [ 10 Sty 2011, 18:24 ]
Temat postu:  Re: Katastrofa samolotu Prezydenta RP pod Smolenskiem / Tu-154M

Image
ANALIZA AUTORA FILMU

Załączniki:
safonienko.jpg
safonienko.jpg [ 47.52 KiB | Obejrzany 5671 razy ]

Autor:  ciszu2 [ 10 Sty 2011, 18:25 ]
Temat postu:  Re: Katastrofa samolotu Prezydenta RP pod Smolenskiem / Tu-154M

Image
To on dotarł na miejsce chwilę po tym jak prezydencki tupolew uderzył w ziemię. Na własne oczy widział płomienie ognia buchające z wraku, przerażonych milicjantów rozganiających gapiów, słyszał syreny pędzącej straży pożarnej i dźwięki przypominające wystrzały

Władimir Iwanow (27 l.) mechanik spod Smoleńska wszystko to nagrał telefonem komórkowym i opublikował w internecie. Nie spodziewał się, że jego film wywoła taką sensację. I tyle spekulacji. Dziś przedstawiamy jego relację o tym, co naprawdę działo się wokół wraku prezydenckiego samolotu tuż po tragedii. Do Władimira Iwanowa, autora filmu, który jako jeden z pierwszych pojawił się na miejscu katastrofy, dotarli rosyjscy dziennikarze. Filmu, na podstawie którego polscy śledczy starali dowiedzieć się, co działo się chwilę po tym, gdy maszyna z 96 osobami na pokładzie, w tym z polską Parą Prezydencką spadła na ziemię. Wokół nagrania Rosjanina narosło wiele spekulacji. Skąd słychać huk wystrzeliwanej amunicji? Czy na nagraniu słychać, jak ktoś krzyczy po polsku? Czy choć przez ułamek sekundy było widać na filmie człowieka? Władimir Iwanow teraz wszystko wyjaśnia.
Widziałem tę tragedię z bliska
Była sobota 10 kwietnia. Akurat pracowałem w swoim warsztacie samochodowym. Jest on oddalony nie więcej jak 200 metrów od wojskowego lotniska „Siewiernyj”. Byłem pochłonięty pracą, gdy moją uwagę zwrócił huk podchodzącego do lądowania samolotu. Podniosłem głowę. Nagle, nie dalej jak 65 metrów od mojego warsztatu, zobaczyłem błysk i drzewa łamiące się jak zapałki. Od razu pobiegłem w tamtym kierunku.
Nikt nie wzywał pomocy
Na miejsce katastrofy mógł się dostać każdy, ja byłem jedną z pierwszych osób. Chwyciłem za telefon komórkowy i postanowiłem nagrać to, co miałem przed oczami...
Próbowałem podejść jak najbliżej wraku, prawie mi się udało. Jednak poczułem w powietrzu smród paliwa i uświadomiłem sobie, że za chwilę to wszystko może wybuchnąć.
Zdziwiło mnie, że w palącym się wraku, wśród porozrzucanych rzeczy, połamanych drzew nie widać w ogóle ludzi. Pomyślałem nawet, że to rozbiła się maszyna transportowa lub wojskowa, a nie pasażerska. Żadnych ciał, żadnych rannych i nie słychać, by ktokolwiek wzywał pomocy. Byłem wystarczająco blisko i proszę mi wierzyć, że gdybym usłyszał wołanie o pomoc, nie wahałbym się ani sekundy.
Słyszałem wybuchy amunicji
Od strony lotniska razu zaczęli podbiegać milicjanci. Nie mogli nad tym wszystkim zapanować. Słyszałem tylko ich krzyki po rosyjsku. Nikt nie powiedział ani słowa po polsku, przecież bym rozpoznał. Na pewno nikt nie mówił, ani nie krzyczał po polsku.
Na miejscu katastrofy panował straszny chaos, nagle ciszę przeszył huk. To było głośniejsze od wystrzału z pistoletu, jestem tego pewien. Kiedyś mieszkałem blisko poligonu i znam odgłos wystrzałów, więc nie może być tu mowy o żadnej pomyłce. Teraz, gdy o tym myślę, to jestem pewien, że to musiała być amunicja z broni, która należała do prezydenckiej ochrony. Wybuchała w ogniu i stąd ten huk.
Milicjanci biegali i przeganiali gapiów
Kiedy na miejscu katastrofy pojawili się milicjanci, próbowali przepędzić gromadzących się gapiów i zabronili dotykania jakichkolwiek rzeczy pochodzących z rozbitego samolotu. Widać było jednak, że funkcjonariusze nie panują nad sytuacją. Byli zdenerwowani i nie wiedzieli co mają robić. Widziałem starszego mężczyznę, który szedł leśną ścieżką. Możecie go zobaczyć go na filmie, który nakręciłem komórką. Nagle podbiegł do niego milicjant i krzyknął: – Odejdź stąd starcze!
Skierowałem wtedy obiektyw kamery w telefonie w stronę ziemi, nie chciałem nagrywać twarzy milicjanta. Dlatego słychać tylko jego głos. Nie zorientował się, że nagrywam film. Wyglądał na spanikowanego i przerażonego. Nie odezwał się do mnie ani słowem, pobiegł tylko w stronę samolotu.
Relacja była zmanipulowana
Władimir Iwanow może być jednym z najważniejszych świadków, tego co działo się tuż po katastrofie. Film, który trafił do internetu wzbudził wielką sensację. Czy huk to strzały Rosjan dobijających Polaków? Czy na nagraniu słychać, jak ktoś krzyczy po polsku? Dopytywali się internauci. – Jestem zaszokowany, jak to wszystko zostało zmanipulowane. Byłem tam i nie słyszałem niczego w rodzaju: „Nie zabijajcie nas”. Mam nadzieje, że teraz, mówiąc prawdę ukrócę rozpowiadanie tych wszystkich plotek – kończy Władimir Iwanow.

Autor:  ciszu2 [ 10 Sty 2011, 18:27 ]
Temat postu:  Re: Katastrofa samolotu Prezydenta RP pod Smolenskiem / Tu-154M

Image
OCZYWIŚCIE JEGO KOMENTARZE NIE ODPOWIADAJĄ TEMU CO JEST NA NAGRANIU NP. ŻE MILICJANT NIE ZABRAŁ MU TELEFONU PONIEWAŻ SKIEROWAŁ KAMERĘ W DÓŁ.
Nie ma takie czegoś na nagraniu



PO JAKIMŚ CZASIE POJAWIA SIĘ NIEJAKI WŁADIMIR(WOŁODIA) SAFONIENKO (Rosjanin)



Porównanie głosu i podpowiadanie?




Safonienko w TERAZ MY


Safonienko w Misji Specjalnej(5:03 do 7:35)

Z Misji Specjalnej wynika, że Safonienko pokazując komórkę z nagraniem udowadnia nam, że jest to takie same nagranie jakie krąży po Internecie. Czyli widać zawiesie, słychać takie same głosy rosyjskie i polskie.

Analiza dwóch wypowiedzi :
W Teraz My w 0:43 Safonienko mówi: "widok był przerażający, bałem się tam podejść", a w wywiadzie? dla Misji Specjalnej: w7:00 (po pytaniu dziennikarki: czy wystraszył się Pan, odpowiedź: "Nie, nie przestraszyłem się (oczy w dół!!!), już nie pamiętam (kłamstwo psychofizjologiczne, takich emocji NIE DA SIĘ ZAPOMNIEĆ) (...) w tamtą sobotę się NIE BAŁEM".
Sam film pokazuje nam, że świadek reaguje na wydarzenia emocjonalnie przeklinając „Ni h** sjebie”
To również świadczy że nie jest autorem filmu. Zeznaje sprzecznie!!!
O tym samym wspomina Andriej Iłłarionow
Prof.Andriej Iłłarionow, były doradca Władimira Putina w programie "Bronisław Wildstein przedstawia" wyraził wątpliwość zeznań mechanika ze Smoleńska. Dwa miesiące po pojawieniu się amatorskiego filmu, polskim mediom udziela wywiadu jakiś mechanik, Iwanow który informuje że to on nagrywał ten film swoim telefonem komórkowym (...) Żaden rosyjski dziennikarz nie mógł znaleźć owego mechanika Iwanowa. (...) Za jakiś czas ujawnił się nowy mechanik o innym nazwisku, który dał drugi wywiad także polskim mediom. (...) Znów żaden rosyjski dziennikarz nie mógł go znaleźć


Safonienko w Superwizjerze(od 2:11 do końca filmu)


Przeprowadzają z nim analizę. Widać że ma strach w oczach i dziwne ruchy np 3:11 i 5:34(jak mówi o prowokacyjnych filmikach). Spocony jest.


Ważny fragment 3 sek. Już przy lekkim obłoceniu drogi ześlizguje mu się noga.
Nie może on biegać i robić gwałtownych obrotów (tak jak widzimy to na filmie)w klapkach na bagnistym terenie. Dobrym przykładem jest film Wiśniewskiego, który jest ubrany w buty i ma poważne problemy z chodzeniem po terenie.

Autor:  ciszu2 [ 10 Sty 2011, 18:28 ]
Temat postu:  Re: Katastrofa samolotu Prezydenta RP pod Smolenskiem / Tu-154M

Image
Wstrząsająca relacja rosyjskiego strażaka z miejsca katastrofy Tu-154

Kapitan Aleksandr Muramszczikow, dowódca zastępu straży pożarnej ze Smoleńska, który 10 kwietnia jako pierwszy dotarł na miejsce katastrofy polskiego Tu-154M, oświadczył, że od razu było jasne, że nikt nie przeżył.
Muramszczikow, którego wstrząsającą relację publikuje w poniedziałek wielkonakładowy "Moskowskij Komsomolec", zauważył też, że po 20 minutach od tragedii mgła w rejonie lotniska Siewiernyj się rozproszyła; widzialność była idealna.
Ten 33-letni oficer straży pożarnej rosyjskiego Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych jest jedną z dwóch postaci widocznych na znanym z internetu filmie nakręconym tuż po wypadku Tupolewa. Oto obszerne fragmenty jego świadectwa:
7 i 10 kwietnia, kiedy to przylatywały delegacje rządowe, we wzmocnionym składzie pełniliśmy służbę bezpośrednio na pasie startów i lądowań. Środki bezpieczeństwa podjęto bezprecedensowe.
Gdy wylądował Jak-40 polskiego Ministerstwa Obrony warunki pogodowe nie były jeszcze krytyczne. Wkrótce z lewej strony nadleciał nasz transportowiec. W tym samym momencie jeden ze strażaków w moim samochodzie rozbił termos z lustrzanego szkła. Pamiętam, że jęknąłem: "To zły znak!". Kiedy nasz Ił-76 odleciał na zapasowe lotnisko, wszyscy odetchnęli z ulgą.
Po 40 minutach usłyszeliśmy nadlatujący samolot prezydencki. Na lotnisku wcześniej stacjonowały myśliwce. Gdy startowały i pokonywały barierę dźwięku, słychać było trzask. 10 kwietnia rano też usłyszeliśmy bardzo podobny dźwięk i początkowo nie przywiązywaliśmy do tego żadnego znaczenia. Ogłuszającego wybuchu nie było. Był głuchy trzask - to wszystko. Spod wieży kontrolnej ruszył samochód terenowy; chłopcy powiedzieli, że spadł samolot. Gdzie dokładnie, nie było jasne. Pokazali nam tylko ręką kierunek.
Nasz pododdział - dwa wozy strażackie i samochód gaśniczy z lotniska - ruszył na miejsce katastrofy od strony drogi. My z oficerem Federalnej Służby Ochrony (FSO) pojechaliśmy po pasie startowym. Potem porzuciliśmy pojazd; dalej przedzieraliśmy się przez krzaki i las. Widzieliśmy już dym unoszący się nad wierzchołkami drzew.
W odległości 50 metrów od miejsca upadku maszyny leżały rozerwane na strzępy ciała ludzi. Stało się jasne, że nikt nie przeżył. Widzieliśmy tylko dwa duże fragmenty samolotu - skrzydła i część kadłuba z wypuszczonym podwoziem. Silniki leżały oddzielnie. Nie było wiadomo, gdzie był kokpit i salon samolotu - wszystko rozpadło się na drobne fragmenty. Szczątki maszyny i ciała były pokryte zawiesiną - mieszanką popiołu i kurzu.
Nie było słychać ani krzyków, ani jęków. W złowieszczej ciszy w kieszeniach zabitych dzwoniły tylko telefony komórkowe - słychać było poloneza Ogińskiego, pełnego wigoru krakowiaka...
Ciała nie miały głów, albo też głowy pasażerów były zgniecione, kości twarzy - zmiażdżone. W całości widziałem tylko jedną młodą dziewczynę.
Tylko cisza i "Polonez Ogińskiego" Relacja świadka katastrofy Film z miejsca katastrofy Kolejny amatorski film wraku Tu-154 Nowe fakty ws. katastrofy tu-154 . W różnych częściach lasu można było dostrzec ogień. Wybuchu nie było. Iskrę mogły dać urządzenia elektryczne samolotu lub pracujące silniki. Wszędzie - kałuże paliwa lotniczego. Strażacy przedzierali się przez las i bagna. Nasz kierowca Dmitrij Nikonow, który dopiero co skończył 25 lat, piłą spalinową torował drogę. Na miejsce dotarł cały podrapany, we krwi. Ale kto wtedy myślał o sobie? Chłopcy gołymi rękami wyciągali samochody z bagien. Wszyscy rozumieliśmy, że jeśli nie zalejemy pianą paliwa, to nie będzie czego chować. Ogniska pożarów zostały zlikwidowane w ciągu 10 minut.
Po 20 minutach od katastrofy mgła się rozproszyła; widzialność była idealna. U nas na bagnach tak bywa: pojawia się mgła i po chwili znika.
W pierwszym dniu zbieraliśmy szczątki zabitych. Specjaliści z Komitetu Śledczego je opisywali. Na rozwinięte kawałki plastikowej folii układaliśmy to, co zostało z ludzi. Miejsce katastrofy zostało podzielone taśmami na sektory. Zbieraliśmy nawet najdrobniejsze fragmenty samolotu. Oddzielnie składaliśmy dokumenty, rzeczy osobiste i banknoty.
Jako pierwszego zidentyfikowano księdza - po odzieży i pozłoconym krzyżu na szyi. Lech Kaczyński też się zachował lepiej niż pozostali. Szefa państwa polskiego rozpoznał najpierw jego brat - Jarosław, a później premier Donald Tusk. Przyjechali osobno. Marię Kaczyńską szukano długo. Została zidentyfikowana na podstawie obrączki ślubnej.
Szczątki ofiar od razu wkładaliśmy do trumien i partiami wysyłaliśmy do Moskwy. W drugim dniu po katastrofie za pomocą ciężkiego sprzętu podnieśliśmy duże fragmenty samolotu. Pod skrzydłami znaleźliśmy jeszcze trzy ciała.
Później ratownicy ponownie przeszukali poszczególne sektory podnosząc przy użyciu łopat warstwy ziemi. Następnie przeszedł specjalny pług, po czym ręcznie wszystko jeszcze raz przesiano. Podnoszono fragmenty metalu nawet wielkości paznokcia".

Autor:  ciszu2 [ 10 Sty 2011, 18:29 ]
Temat postu:  Re: Katastrofa samolotu Prezydenta RP pod Smolenskiem / Tu-154M

Image
Jak już wcześniej wspominałem:
Z Misji Specjalnej wynika, że Safonienko pokazując komórkę z nagraniem udowadnia nam, że jest to takie same nagranie jakie krąży po Internecie. Czyli widać zawiesie, słychać takie same głosy rosyjskie i polskie.
Relacje strażaka zaprzeczają Safonience. Jak widać nie potrafią sobie ułożyć zgodnych bajeczek.
Można skapnąć się, że historia jest ułożona po tym, że sami sobie zaprzeczają oraz tym, że strażak mówi o jednym podejściu Iła a jak wszyscy dobrze wiemy były DWA PODEJŚCIA IŁA

Autor:  ciszu2 [ 10 Sty 2011, 18:31 ]
Temat postu:  Re: Katastrofa samolotu Prezydenta RP pod Smolenskiem / Tu-154M

Image
Na zdjęciach widać że pracuje w klapkach. Przepisy BHP.
Za każdym razem na miejsce przychodzi w klapkach. Wcześniej musi jeszcze pokonać bramę.


Załączniki:
safonienko2.png
safonienko2.png [ 89.3 KiB | Obejrzany 5646 razy ]
safonienko.png
safonienko.png [ 270.86 KiB | Obejrzany 5661 razy ]

Autor:  ciszu2 [ 10 Sty 2011, 18:32 ]
Temat postu:  Re: Katastrofa samolotu Prezydenta RP pod Smolenskiem / Tu-154M

Image
Safonienko

Załączniki:
safonienko3.png
safonienko3.png [ 91.07 KiB | Obejrzany 5655 razy ]

Autor:  ciszu2 [ 10 Sty 2011, 18:34 ]
Temat postu:  Re: Katastrofa samolotu Prezydenta RP pod Smolenskiem / Tu-154M

Image

Safonienko

Załączniki:
safonienko9.png
safonienko9.png [ 393.54 KiB | Obejrzany 5802 razy ]

Strona 101 z 369 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/